ZMIANA ADRESU

Ze względu na to, że nie ogarniałam się już w postach, a posprzątać się tego nie dało, przeniosłam Homestead na nowy adres - to jedyna zmiana jaka zaszła.

Resurrected Warrior

ogier | xx | 01.02.2013 | WHK Lider
wyścigi płaskie 2000-2400m

Resurrected Warrior
Tiptoe
Tiznow
Cee's Tizzy
Cee's Song
Torchera
Pirate's Bounty
Kaylem
Resurrected Sun
Resurrected Angel
Fallen Angel
Resurrected  River
Sunny Day
Enjoy the Day
Sunny Night

...

Trening: Sahab Amir | Arisha

Koń: Sahab Amir
Trener: Daniel Hussian
Jeździec: Connor Hollingsworth
Typ: ujeżdżeniowy L
Czas i miejsce: popołudnie, czworobok kryty (hala)
Opis: Dzisiaj rano przyjechał do nas Sahab Amir z Arishy, którym mieliśmy się zająć. Ogier dawno nie był w treningu klasycznym, więc naszym zadaniem było przypomnienie mu podstaw. Amir odkąd dotarł do nas rano stał w boksie, więc teraz rozpierała go już energia. Patrzyłem na niego przez chwilę niepewnie, a potem zawiesiłem siodło z niebieskim czaprakiem i ogłowiem na drzwiczkach boksu, a skrzynkę ze szczotkami i ochraniaczami zostawiłem tuż obok. Otworzyłem zasuwkę i wszedłem spokojnie do środka. Koń zarżał, zamachał łbem i stuknął kopytem o ziemię. Złapałem więc szybko niebieski kantar i złapałem go, a potem przywiązałem do jednej z krat. Będąc już trochę spokojniejszym zabrałem się za czyszczenie.Ogier szczurzył się w moją stronę, jednak dzięki krótkiej lince nie mógł mnie ugryźć. Wyrywał trochę nogi, mimo wszystko poradziłem sobie i 5 minut później był on gotowy do wyjścia. Dokładnie w momencie kiedy zapinałem podgardle na jego ogłowiu do stajni wszedł Dan - który miał przeprowadzić trening i Elvia z Podkową.
- Idziemy? - zapytał mnie chłopak.
- Pewnie - odpowiedziałem. Wziąłem ze sobą achałka i ruszyłem za całą trójką w stronę hali. Na zewnątrz było już chłodno, więc do jady wybieraliśmy ogrzewane miejsce, ze względu na komfort nasz i naszych ogolonych wierzchowców. Kiedy dotarliśmy na miejsce, wsiadłem na konia z pomocą Daniela i ruszyłem stępem na luźniej wodzy, kiedy ten zajął się ustawianiem drągów na ćwiczenia taktu i pachołków na slalom. Stęp ogiera był zadziwiająco spokojny, lekko bujający, zdecydowanie wygodny, chociaż monotonny w porównaniu do niespokojnego, drobnego stępa skoczków.
- Zbieraj go już - usłyszałem głos Daniela po dłużej chwili stępu. - Możesz wjechać na slalom, pobawić się  w zatrzymania i wolty.
Pokiwałem głową na znak że przyjąłem wiadomość i zacząłem powoli zaokrąglać szyję Amira, przyspieszając stępa. Na początku nie chciał się zebrać, jednak w końcu ładnie zaganaszował. Wjechałem wtedy na slalom, po nim zrobiłem woltę i Dan dał mi znak do kłusa. Ogier przy łydce bryknął i ruszył drobnymi kroczkami, ale bardzo szybko. Usiadłem w siodle, starając się przede wszystkim zwolnić zwierzaka i wrócić do poprzedniej pozycji szyi, bo Amir poderwał łeb, wyraźnie się spinając. Dopiero po dwóch okrążeniach mi się to udało. Szedł rytmicznym, wyciągniętym kłusem, z luźną, lekko zaokrągloną szyją i spokojnie bujającą się głową, z nosem skierowanym ku ziemi. Zacząłem od kół, dużej średnicy w każdym rogu czworoboku, żeby na znak Hussiana przejść do wolt, serpentyn i slalomu. Później dostałem polecenie, aby poćwiczyć zatrzymania z kłusa i ruszenia do kłusa. Na początku ogier jedynie przyspieszał, w końcu jednak zrozumiał, że wymagam zatrzymania i posłusznie wykonywał polecenia. Aż zdziwiłem się że jest tak grzeczny. Przejechałem jeszcze kilka razy przez drągi na kłus. Ogier buntował się odrobinkę przy pierwszym podejściu, jednak za drugim razem poszło mu całkiem nieźle.
Moje zdziwienie minęło, kiedy dostałem znak do galopu. Koń poderwał się z miejsca, uniósł wysoko głowę, rozglądając się, bryknął i ruszył przed siebie, ani myśląc o zatrzymaniu.
- Na koło z nim! - krzyknął Daniel, a ja szybko zablokowałem ogiera z prawej strony, tak że nie miał innego wyjścia, niż wejść na koło. Kiedy starałem się go zatrzymać, stopniowo je zmniejszając nie obyło się bez bryknięć, baranków i wierzgania. Udało mi się jednak utrzymać dopóki ogier nie zwolnił do odpowiedniej prędkości. Wtedy zacząłem zaokrąglać mu szyję, stopniowo zwiększając koło, aż wyjechałem na ścianę. Zagalopowałem jeszcze na prawą stronę, wykonując wolty, koła i przejeżdżając kilka razy przez drągi. Na koniec rozkłusowałem go, a potem dałem mu wyciągnąć szyję, na 10 minut stępa.

Ocena: Trening poszedł lepiej niż się spodziewałem. Chociaż na początku ogier wydawał się w ogóle nie rozumieć poleceń, a przy pierwszym zagalopowaniu zupełnie mnie zignorował, całokształt wygląda całkiem nieźle.
Poprawki: Amir potrzebuje przede wszystkim jednego, pewnego siebie jeźdźca, z dosyć twardą ręką, który pokaże mu swoją pozycję i nie pozwoli wejść sobie na głowę. Wtedy nie potrzebuje wielu poprawek.

Treningi Cortiny de Jive

Treningi:
  1. Skokowy z Triadą – 24.09.2010r >>
  2. Dresażowy z Triada – 02.10.2010r >>
  3. Lonża z Triada – 03.10.2010r >>
  4. Zabawy z Triadą – 08.10.2010r >>
  5. Basen z Triada – 16.10.2010r >>
  6. Skokowy z Tridą-20.11.2010r. >>
  7. Hubertus w Golden Sky-21.11.2010r. >>
  8. Ujeżdżeniowy z Triadą-27.11.2010r. >>
  9. Ujeżdżeniowy z Arianną-3.12.2010r. >>
  10. Skokowy luzem z Triadą-21.12.2010r. >>
  11. Ujeżdzeniowy z Arianną 7.01.2011r. >>
  12. Ujeżdżeniowy z Triadą i Avi 27.02.2011r.>>
  13. Nadmorski teren z Capree 20.02.2011r. >>
  14. Teren w HK Invincible 20.09.2010r. I>> II>> III>>
  15. Teren dla Kinio 05.05.2011r. I>> II>> III>> IV>>
  16. Skokowy z Capree 28.05.2011r. >>
  17. Skokowy z Triadą 22.06.2011r. >>
  18. Wakacyjny rajd po Francji z Triadą 5-9.07.2011r. I>> II>> III>>
  19. Niezwykły z Triadą 12.08.2011r. >>

Trening: Cacao Choix | Summer Berry

Koń: Cacao Choix | wł. Boksi | Summer Berry
Trener: Elvia Savange
Jeździec: Daniel Hussian
Typ: ujeżdżeniowy, klasa N
Czas i miejsce: wieczór, ujeżdżalnia kryta (hala)
Opis: Wczoraj wieczorem zawitali do nas goście z Summer Berry. Mieliśmy przetrenować jednego z ich koni - Cacao Choixa, pięknego kasztana. Podczas kiedy inne konie i kadra pojechali na zawody organizowane w pobliżu, my zajęliśmy się koniem. Noc spędził w boksie, obok naszego Devila, a potem został wypuszczony w derce na padok. Teraz, pół godziny po obiedzie, wyglądał ciekawsko zza krat boksu, czekając na swoją kolej. Najpierw co prawda wziąłem Resurrecta na krótki trening ujeżdżeniowy, jednak kiedy już wypuściłem siwka na pastwisko, wszedłem do tymczasowego boksu kasztana i pogładziłem go lekko po szyi. Był widocznie zaciekawiony nieznanym mu człowiekiem i raczej spokojny, chociaż wiedziałem dobrze, że nie zawsze jest taki pod siodłem. Zabrałem się za czyszczenie konia. Nie było tego za wiele, po podróży był czysty, a na pastwisku stał w derce, więc jedynie lekko się okurzył i pobrudził kopyta. Kiedy zakładałem mu ogłowie do stajni wszedł Phil i zajrzał do boksu, uśmiechając się lekko. Odwzajemniłem ten gest odzywając się:
- No chodź - chłopak nie czekając dłużej złapał za białe owijki Choixa i po chwili wszystkie cztery nogi ogiera były zabezpieczone od urazów. Chwilę potem razem założyliśmy mu czaprak, siodło i derkę treningową i ogier był gotowy do treningu.
- Stępujesz? - zapytałem, chociaż to było raczej stwierdzenie. Nie wiedzieć czemu, kiedy Phil opuszczał Cheltenham żeby posiedzieć z nami (a to zdarzało się raz na 2 miesiące), czerpał wielką przyjemność ze spokojnego stępu na naszych wierzchowcach. Może to fakt, że mógł odpocząć od narwanych wyścigowców. Podsadziłem przyjaciela na konia i wyprowadziłem ze stajni, a potem puściłem wolno. W Minnesocie spadł już śnieg, więc było naprawdę zimno. Stajnie i halę mieliśmy co prawda ogrzewane, ale na dworze mróz szczypał policzki. Zasunąłem kurtkę, naciągając na głowę bardziej czapkę. W kilka minut dostaliśmy się na halę gdzie Elvia szykowała drągi dla Kasztanowatego.
- Zbieraj go powoli - powiedziałem do czarnowłosego i usiadłem na jednym z cavaletti, ściągając przy okazji kurtkę. Koń stępował energicznie, ładnie ganaszując, a Phil miał z tego wyraźnie niezłą zabawę. Po kilku minutach stępowania w obie strony, obszernych kół i odrobinę mniejszych wolt, chłopak podjechał do mnie i zsiadł, oddając mi konia.
- Jest bardzo miękki w pysku - powiedział. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mam twardą rękę, zupełnie jak Elvia, która nie wiedzieć czemu właśnie mi przydzieliła wierzchowca. Mimo to wsiadłem i po wykonaniu ustępowania od łydki na obie strony - które swoją drogą poszło ogierowi świetnie, składał się poprawnie, krzyżując zarówno przód i jak tył, a nie próbował mnie oszukać, tak jak to nasze ukochane skoczki miały w zwyczaju - i zakłusowałem na prawo. Wtedy właśnie Elvia skupiła na mnie swoją uwagę.
- Pamiętaj - usłyszałem jej głos niosący się po hali - na początek takt i rozluźnienie, dopiero potem kontakt i impuls, zebranie i prostowanie na końcu - kiwnąłem głową, starając się złapać z koniem dobry rytm kłusa. Kiedy osiągnąłem odpowiednią prędkość i widziałem, że koń idzie spokojnie, nie spina się i przede wszystkim ani nie wiesza się na wędzidle, ani nie podrywa głowy, zacząłem podbierać wodze, aby uzyskać kontakt. W międzyczasie wykonałem kilka wolt i zmieniłem dwa razy kierunek. Kiedy zauważyłem efekt, zacząłem lekko półparadkować, starając się nie używać wodzy zbyt "twardo", aby uzyskać dobre zebranie i zaganaszowanie. Impulsem nie musiałem się martwić, bo kasztan wykonał całą robotę za mnie. Wtedy też usiadłem w siodło. Kłus hanowera był niezwykle przyjemny, dynamiczny, sprężysty ale przy tym nie wybijający, lekki. Spokojnie mogłem wysiedzieć każdy jego krok. W końcu ogier ładnie podebrał nos, żując przy tym wędzidło. Na jego pysku zaczęła się tworzyć lekka pianka, dzięki czemu wiedziałem, że moja praca ręki jest dobra.
- Dobrze. Teraz dodaj drągi i po jakiś... dwóch przejazdach, łopatkę, trawers i ciągi.
Najechałem na ciąg z sześciu lekko podwyższonych cavaletti, nad nimi anglezowałem. Choix szedł rytmicznie, nie miał problemu z przejechaniem drągów ani razu. Dopiero kiedy zacząłem trawersy lekko się buntował. Potrzebowałem dużo łydki, aby w końcu wykonał to, czego od niego oczekiwałem. Jednak kiedy już to zrobił wyglądało to fenomenalnie. W nagrodę pogładziłem go po zadzie, zwalniając do stępa i dając mu chwilę odpoczynku przed ćwiczeniami w galopie.
- Zwykłe zmiany nogi i kontrgalopy na połowie kół - usłyszałem głos Elvii, która właśnie razem z Philem, ściągała drągi na bok, przygotowując tym samym czworobok do dalszych ćwiczeń. Po kilku minutach stępa ponownie zebrałem Cacao Choixa i zagalopowaliśmy na lewo. W tym chodzie ogier bardzo bujał, tak że przez kilka pierwsze foule myślałem, że spadnę od zwykłego galopu, jednak w efekcie okazał się on bardzo wygodny i miękki. Na początku przegalopowałem całe okrążenie, zrobiłem koło. Ogier okazał się bardzo skrętny, więc uśmiechnąłem się pod nosem, wychodząc na linię środkową czworoboku. Zwolniłem od razu do stępa na dwa kroki i zagalopowałem. Źle. Znów zagalopował na lewą nogę, mimo jasnych sygnałów. Wykonałem wszystko ponownie, tym razem bez żadnych przeszkód ogier zagalopował na prawą nogę. Wjechaliśmy kontrgalopem na koło, ogier gubił trochę rytm, jednak po którejś próbie nie poplątały mu się nogi. Przegalopowałem jeszcze całe koło na prawo i zwolniłem do stępa, w nagrodę głaszcząc lekko konia.
- Cofania i półpiruety w stępie i koniec - usłyszałem głos Elvii i od razu zabrałem się za półpiruet. Kasztan wszystko wykonał jakby to było dla niego coś naturalnego, doskonale się przy tym prezentując, więc pochwaliłem go, wyjeżdżając na linię środkową. Zacząłem się cofać. Choix ściągał lekko na lewo, jednak po kilku poprawkach cofał się po lini prostej. Pogładziłem jego szyję, dałem mu luźną wodzę i ruszyłem stępem. Po około dziesięciu minutach zsiadłem i zaprowadziłem go do stajni razem z Philem, gdzie go rozsiodłaliśmy, daliśmy mu po marchewce i po założeniu derki, wypuściliśmy na pastwisko.
Ocena: Cacao Choix spisywał się bardzo dobrze. Jest koniem z wielkimi predyspozycjami ujeżdżeniowymi, dobrze dogadywał się z jego jeźdźcem, wyraźnie nie mając problemu z kimś nowym na jego grzbiecie. Zdarzały mu się błędy, jednak za każdym razem były one poprawione. Prezentuje dobrą technikę i miękkie, delikatne chody.
Poprawki: Praca nad zwykłą zmianą nóg w galopie i kontrgalopem

Hooray for Earth

Imię: Hooray for Earth
Płeć: klacz
Rasa: koń holsztyński x koń hanowerski
Data urodzenia: 21.01.2011
Hodowla: Homestead
Trener: Elvia Savange
Jeździec: Danielle McClure

Hooray for Earth
Casual Affair | hol
Sir I'am
Seven Up
Granda Marca
De Sote Deern
Burgaff
Schanel
Last Night on Earth | han
Carmel
Bojou de Rouet
Campina N
Dyplomatic Rain
De King of Kings
Dyplomatic Rainbow

Predyspozycje: skoki (N-C)
Opis: soon

Dokumenty:
Licencja hodowlana

Dodatkowe:
Przebyte choroby: brak
Kontuzje: brak
Strzyżenie: tak
Kucie: nie
Chip: posiada
Kastracja/Sterylizacja: nie
Tarnikowanie zębów: regularnie
Werkowanie: regularnie

Treningi:
  1. brak

Osiągnięcia (2):
  1. 2 miejsce w skokach klasy N w Jakarta Arabians
  2. 2 miejsce w skokach klasy N na hipodromie Encanto

Dla hodowców:
Cena wyźrebienia: -
Cena porcji embriotransferu: 800H

Potomstwo (0):
   klacze:
  • brak
   ogiery:
  • brak

Wyniki sprzedaży potomków

Tak jak się spodziewałam nie wszystkie konie znalazły domy. 3 z nich nie uzyskały żadnego zainteresowania. Zadecydowałam więc że dwa ogiery nadal są na sprzedaż, a klaczka - Hooray for Earth zostaje z nami, w Homestead.

Oto jak przedstawiają się wyniki:


Wild Instinct x Cephee
skoki CC-CS
2011
SPRZEDANY DO: Ruby Lee (28 000H)


Presley Boy x Paranoic Lusse
skoki CS
2011
SPRZEDANY DO: Olivia Stark (22 000H)


Resurrected Sun x Celtic Rose
skoki CC-CS
2011
SPRZEDANA DO: Hannah Evening (21 000H)

Nadal na sprzedaż:


Happiness x Let's Kill Tonight
skoki CC
2011
cena: 24 000H


Crooked Young x Glass Dolly (nvrt.)
skoki C
2011
cena: 22 000H

Proszę o linki do boksów potomków. Ewentualny wyrób wybranych dokumentów dla sprzedanych koni (licencja hodowlana, rodowód, karta zdrowia, paszport, karta krycia rodziców) jest darmowy, proszę jedynie o informacje w komentarzu.

Devil's Choir

Imię: Devil's Choir
Płeć: ogier
Rasa: koń hanowerski
Data urodzenia: 17.02.2010
Hodowla: Summer Berry
Trener: Daniel Hussian
Jeździec: Troye Mansell

Devil's Choir
Krakatau
Golden Bay
Gert of Loxley
Narotic Creation
Quanta Su
Sarnagh Su
Quantanica
Hellfire
Sorrow
Wanted Scream
Silence MS
Hysteria
Golden Bay
Philadelphia

Predyspozycje: skoki (C-CC)
Opis: Długo szukaliśmy odpowiednich rodziców dla naszego hanowerskiego ogiera. Trudno było nam znaleźć konie, który zainteresowałyby nie tylko swoją techniką skoku, ale także charakterem, wyglądem i karierą. W końcu trafiliśmy do Summer Berry, gdzie stoi wszechstronnie uzdolniona klacz Hellfire. Zainteresowała nas od razu, swoim delikatnym ruchem, zaangażowaniem i odwagą. Pozostało tylko znaleźć ojca. Naszą uwagę od razu przykuł Krakatau, ze swoją cudowną techniką i znanym, dobrym rodowodem.
Ogier urodził się 11 miesięcy później i po 8 miesiącach przyjechał do nas. W wieku trzech lat rozpoczęliśmy z nim pracę, a po pół roku treningi skokowe. W żadnej innej dyscyplinie nie czuł się tak dobrze. Szybko pojął podstawy, zaczął skakać klasy P, N aż w końcu C. W tej chwili jest przygotowany pod CC i na tym na razie zamierzamy poprzestać.
Devil jest koniem o dobrej technice. Poprawnie się składa i dobrze baskilluje. Ma bardzo mocne wybicie z zadu.
W boksie wydaje się dosyć spokojny. Zazwyczaj przyjacielsko wygląda znad drzwiczek, mrugając na każdego przechodzącego obok. Kiedy jednak zostanie wypuszczony, budzi się w nim temperament odziedziczony po rodzicach. Choir jest ogierem niezwykle żywiołowym, nigdy nie traci swojej energii. W stadzie zajął wysoką pozycję, jako "przyboczny" Resurrecta. Uwielbia wszelkiego rodzaju zabawy z końmi czy z ludźmi. Należy raczej do tych przyjaznych koni z nadmiarem energii, chyba że ktoś go bardzo zdenerwuje, wtedy wykorzystuje to przeciwko niemu. W bójki wdaje się rzadko, chociaż często pokazuje zęby innym ogierom, które pozwalają sobie na za dużo.
Podczas pielęgnacji raczej grzeczny, chociaż nie lubi podpinania popręgu. Podaje grzecznie wszystkie nogi, uwielbia kąpiele i drapanie szczotką.
Pod siodłem pracuje dobrze, chociaż jest tykającą bombą. Poprawnie działa na wszelkie pomoce, ładnie się zbiera. Potrzebuje podparcia w pysku i pewnego dosiadu, wtedy chodzi jak marzenie. Jednak nigdy nie wiadomo, czy strzał energii nie przyjdzie akurat na trening. Wtedy bryka, galopuje bez kontroli, jednak nic nie jest skierowane przeciwko człowiekowi. Na zawodach jest odważny, nie stresuje go tłum, gwar ani kolorowe przeszkody. Zachowuje się zupełnie jak na treningu, zdarza mu się bryknąć między przeszkodami. Zawsze pędzi, starając się pokonać parkour w jak najkrótszym czasie.

Dokumenty:
Licencja hodowlana

Dodatkowe:
Przebyte choroby: brak
Kontuzje: brak
Strzyżenie: tak
Kucie: tak x 4
Chip: posiada
Kastracja/Sterylizacja: nie
Tarnikowanie zębów: regularnie
Werkowanie: regularnie

Treningi:
  1. brak

Osiągnięcia (2):
  1. 1 miejsce w skokach klasy C w Jakarta Arabians
  2. 3 miejsce w skokach klasy CC na hipodromie Encanto

Dla hodowców:
Cena stanówki: -
Cena porcji nasienia: 1 000H

Potomstwo (0):
   klacze:
  • brak
   ogiery:
  • brak

Sprzedaż potomków


Nadszedł ten czas dla hodowli Homestead. Pierwsza sprzedaż potomków. Są tam konie jedynie skokowe, po naszych najlepszych skoczkach, z dobrymi rodowodami. Myślę, że każdy znajdzie dla siebie coś interesującego.

Regulamin:
  1. Jedna osoba może starać się nawet o wszystkie konie.
  2. Jeśli jakiś koń Cię zainteresował, a ktoś już złożył na niego formularz - pisz śmiało. Zasada "kto pierwszy ten lepszy" nie wchodzi w grę.
  3. Ceny nie podlegają negocjacji.
  4. Banner obowiązkowy (na górze - po kliknięciu w zdjęcie link bezpośredni)
Formularz:
imię i nazwisko:
stajnia:
x.
imię konia:
dlaczego on?:

(kliknięcie w zdjęcie konia - galeria)

og. California Boy
Wild Instinct x Cephee
skoki CC-CS
2011
cena: 28 000H
og. Castle of Glass
Crooked Young x Glass Dolly (nvrt.)
skoki C
2011
cena: 22 000H

og. Powerless
Presley Boy x Paranoic Lusse
skoki CS
2011
cena: 22 000H

og. Let's Kill Your Happiness
Happiness x Let's Kill Tonight
skoki CC
2011
cena: 24 000H

kl. Hooray for Earth
Casual Affair x Last Night on Earth
skoki N-C
2011
cena: 25 000H

kl. Resurrected Rose
Resurrected Sun x Celtic Rose
skoki CC-CS
2011
cena: 21 000H

Kaillou

Imię: Kaillou
Płeć: klacz
Rasa: koń holsztyński
Data urodzenia: 17.04.2009
Hodowla: Bernaux
Trener: Elvia Savange
Jeździec: Troye Mansell

Kaillou
Fin Wal
De Light Colorado
Castilio
De Light Storm
Bernadetta
Be My Man
Dream Daisy
Kill Him
Cantante Domino
Landino
Contandra
Killin M
Killer
Boomerang

Predyspozycje: skoki (CS)
Opis: Kiedy usłyszałam o licytacji w Bernaux pojechałam tam tylko z czystej ciekawości. Przechadzałam się między końmi. Były tam cudownie reprezentujące się ujeżdżeniowce, jakaś wyścigowa klaczka i kilka skokowców. To one przykuły moją uwagę. Najpierw dokładnie obejrzałam ogiera. Piękna budowa, cudowna maść, nie mogłam się doczekać żeby zobaczyć go na parkourze. Potem przyszła czas na klaczkę. Pierwsze co przykuło moją uwagę to rodzice. Fin Wal i Kill Him są końmi które od dawna podziwiałam, a nawet mam już po nich jedną klaczkę - Let's Kill Tonight, która kocham nad życie. Mądre, czarne oczka klaczy łypały na mnie, kiedy wyciągała przyjacielsko łeb w moją stronę. Gładziłam ją po nosie, zrezygnowana. Nie mogłam mieć więcej koni. Kiedy był czas na prezentację koni, siedziałam jak na szpilkach. W końcu na plac wyjechała Kaillou, z wysoko uniesioną głową, strzygąc uszami. Widząc jak skacze, coraz bardziej żałowałam, że nie mogę jej licytować. Pojechałam zrezygnowana do domu, kiedy tylko koń zjechał z parkouru. Kilka dni później dowiedziałam się, że nikt nie zalicytował klaczy i nie zastanawiając się dłużej nad konsekwencjami wsiadłam w pierwszy samolot do UK. Do Homestead wróciłam z nowym nabytkiem - siwą holsztynką.
Kaillou oprócz bycia bardzo płochliwą nie ma żadnych większych wad. Jest koniem przyjaznym, zawsze wyciągającym głowę w stronę człowieka, przeszukującym kieszenie, łaszącym się. Uwielbia wszelkiego rodzaju pieszczoty, pielęgnację, zaplatanie warkoczyków czy koreczków. Wobec koni jest podobna. Uwielbia okazywać czułość swoim najbliższym przyjaciółkom - zastąpiła Chilli Child jako koleżanka Let's Kill Tonight, która od wyjazdu hanowerki chodziła dosyć przybita. Nie stara się o wysoka pozycję w stadzie, nie wdaje się w bójki.
Boi się myjki, przez co kąpiele są niezwykłą trudnością, jednak staramy się z tym walczyć. W przypadku szczotek jest już przyjaźniej nastawiona, lubi czesanie. Nie przepada za czyszczeniem nóg, jednak zawsze grzecznie je podnosi.
Pod siodłem grzeczna, bardzo delikatna w pysku, płochliwa. W tereny nie może chodzić sama, ponosi w stronę stajni. Na treningach jest energiczna, ma bardzo miękkie, wygodne chody, doskonałą technikę skoku. Chociaż na naszej hali nie ma to miejsca, na zawodach zdarza jej się wyłamać, przestraszyć kolorowej przeszkody. Ogólnie chodzi dosyć nabuzowana przez tłum, chociaż stopniowo, co zawody zdaje się do tego przywykać.

Dokumenty:
Licencja hodowlana

Dodatkowe:
Przebyte choroby: brak
Kontuzje: brak
Strzyżenie: tak
Kucie: tak x4
Chip: posiada
Kastracja/Sterylizacja: nie
Tarnikowanie zębów: regularnie
Werkowanie: regularnie

Treningi:
  1. brak

Osiągnięcia (2):
  1. 2 miejsce w skokach klasy CS na hipodromie Encanto
  2. 3 miejsce w skokach klasy CC2 na hipodromie Saganek

Dla hodowców:
Cena wyźrebienia: -
Cena porcji embriotransferu: 1 000H

Potomstwo (0):
   klacze:
  • brak
   ogiery:
  • brak

Trening | On Top of The World

Koń: On Top of The World
Trener: Connor Hollingsworth
Jeździec: Connor Hollingsworth
Typ: join-up i zajeżdżanie
Czas i miejsce: wieczór, hala
Opis: Dzisiaj byłem zdeterminowany. Od pierwszego join-up'u z Elvią minął tydzień. Topek stał przez ten czas 24/7 na pastwisku, poza kilkoma godzinami, jakie spędził ze mną. Co jakiś czas rzucaliśmy mu tam folię czy beczki, żeby go odczulić. Dziś postanowiłem sam zrobić z nim kolejny join-up, a nawet na niego wsiąść, jeśli z poprzedniego planu cokolwiek wyjdzie. Chociaż byłem już wykończony treningiem z Crooked'em i Wildem, nie mogłem zrezygnować. Mieliśmy tego konia ułożyć, a nie postawić na pastwisko i tam zostawić.
Tym razem nie popełniłem ostatnich błędów i do konia od razu poszedłem z ogłowiem (bez wodzy). Kasztan stał już całkiem spokojnie na padoku, jakby nie zwracał uwagi na fakt, że przecież jest na dworze. Przywykł do nowej rzeczy i nie biegał już jak ostatni idiota po małym placu. Uciekło też z niego trochę wyścigowej duszy. Stał się wolniejszy, nie rzucał się już tak bardzo i przede wszystkim stracił zapał. Ale częściowo o to mi chodziło w innym wypadku nic nie udałoby mi się z nim zrobić. Kiedy zbliżyłem się do pastwiska koń zastrzygł w moją stronę uszami. Robiłem mu już kilka razy join-up, więc zdawał się przyjąć moją wyższą pozycję w stadzie, a nawet chyba zaczynał mnie lubić. Dziś miał być ostatni raz, który ostatecznie pokaże mu, że to ja jestem przewodnikiem. Podszedłem do niego, a ten skulił uszy, i odkłusował ode mnie, przy okazji strasząc mnie zębami. Nie zastanawiając się dłużej, pacnąłem go dosyć mocno liną treningową, jaką miałem w ręce, po zadku. Podwinął pod siebie tylne nogi, zatrzymał się i spojrzał na mnie z wyrzutem. Mogłem do niego spokojnie podejść i założyć mu ogłowie, chociaż odrobinę się rzucał. W efekcie wyszło na moje i po chwili byliśmy już na hali. Było tam już nowiutkie siodło ogiera, razem z kilkoma szczotkami i czaprakiem. Ochraniacze sobie na razie podarowałem. Odpiąłem liny od wędzidła i stanąłem na przeciw konia.
Po którymś razie nauczył się mnie szanować, dlatego dziś niemal od razu zaczął się cofać, chociaż kulił złowieszczo uszy. Wiedziałem jednak, że nic mi nie zrobi, a przynajmniej nie w tej chwili. W końcu nie wytrzymał presji i odskoczył ode mnie odgalopywując kawałek. Skorzystałem z okazji i rzuciłem linę na jego zad, sprawiając że nie zwolnił. Nie odpuszczałem nacisku jeszcze długo. Wymusiłem na nim zmiany kierunku, szybkie zwroty i przyspieszenie chodu i dopiero wtedy zacząłem dawać mu "święty spokój". Odwróciłem się od niego tyłem, odchodząc kilka kroków. Nie minęło kilka chwil, a poczułem ciepły oddech konia na mojej szyi, z której spadł mi szalik gdzieś po drodze, a po chwili ciepłe wargi kasztanka zaczęły mnie po niej smyrać. Odwróciłem się powoli i pogładziłem go po nosie. Idealnie. Zajęło mi to dużo mniej czasu niż z Crookedem, ale może to dlatego, że Topek nie był aż taki agresywny (narwany i silny, ale nie aż tak agresywny). Ruszyłem w stronę szczotek, a folblut podążył za mną. Złapałem za gumowe zgrzebło i tą z miękkim włosiem i zabrałem się za czyszczenie go. Uciekał od szczotek, jednak nie na tyle, żebym musiał go przywiązywać. Zaczynał się powoli przyzwyczajać, do robienia tak prostej rzeczy na dużej przestrzeni, ale także do tego, że nie może ode mnie sobie tak po prostu odejść. Kiedy był mniej-więcej czysty, zarzuciłem na niego czaprak i przypiąłem liny do ogłowia. Teraz najgorsza część - siodło. Ogier uciekał ode mnie zadem, próbował brykać, gryźć i kopać, jednak po kilku próbach podpiąłem popręg na tyle, żeby nie spadło przy wsiadaniu. Zmieniłem liny na wodze. Założyłem jeszcze toczek - tak dla pewności - i po chwili siedziałem już na grzbiecie kasztana. Niezbyt mu się to podobało. Był przyzwyczajony do nieco lżejszych jeźdźców, innego siodła i innego dosiadu. Przez chwilę nie robiłem nic, czekając na jego reakcję, jednak kiedy nie doczekałem się jej, zmieniłem dosiad na aktywujący. I koń, chociaż nie znał tego znaku, rzucił się do przodu galopem. Postanowiłem na razie go nie zatrzymywać. Skoro tak koniecznie chce mu się biegać - proszę. Popracujemy nad rozluźnieniem w 3 podstawowym chodzie. Jednak nie wszystko poszło po mojej myśli. Ogier zaczął strzelać baranki, wyraźnie próbując pozbyć się mnie z grzbietu, a kiedy to nie zadziałało, zatrzymał się nagle, tak że nie zdążyłem zareagować i poleciałem mu na szyję, po czym stanął dęba. Myślałem przez chwilę, że spadnę, ale najgorsze dopiero miało nadejść. Uczepiłem się szyi konia, kiedy w końcu stanął na wszystkich czterech nogach i już miałem cofnąć się na siodło, kiedy ogier znów ruszył do przodu, nie przerywając brykania. Chwilę później miałem bliskie spotkanie z piaskiem. Leżałem przez chwilę w bezruchu, wpatrując się w dach hali, westchnąłem i usiadłem. Ogier biegał po całej ujeżdżalni, wielce z siebie zadowolony, z porwanym paskiem policzkowym i zerwanymi wodzami.
- Nowe ogłowie... - mruknąłem sam do siebie, wstałem, otrzepałem się z piasku i ruszyłem w stronę konia. Po kilku minutach biegania udało mi się go złapać. Na dziś postanowiłem dać mu spokój. Nie tylko ze względu na porwane ogłowie i brak zastępnika. Czułem pulsujący ból w całych nogach, które kasztan najwyraźniej musiał mi pokopać, kiedy tak sobie z niego spadałem. Rozebrałem go i wypuściłem na pastwisko, jak zwykle w halterze, a potem kuśtykając odniosłem sprzęt i doczłapałem się do domu w celu natychmiastowego snu.

Ocena: Join-up w końcu udał się w stu procentach. Teraz trzeba zacząć przygotowywać Topka do podstaw ujeżdżenia, nie zapominając o ciągłym eliminowaniu narowów.
Poprawki: Wszystko z wyjątkiem pracy z ziemi.

Trening | On Top of The World

Koń: On Top of The World
Trener: Elvia Savange i Connor Hollingsworth
Jeździec: -
Typ: trening z ziemi, join up
Czas i miejsce: późny poranek, hala
Opis: Tym razem nie usłyszałam rano budzika. Zamiast tego, kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam Connora głaszczącego mnie lekko po ramieniu. To chyba jedyna osoba z całej naszej kadry, która budziła subtelnie. Zamrugałam kilka razy oczami, dopiero przyzwyczajając się do słońca, wkradającego się z między zasłon.
- Która jest godzina? - zapytałam cicho, widząc po stanie słońca jak jest późno.
- Dziewiąta - odparł cicho Connor, najwyraźniej nie mając ochoty podnieść się z mojego łóżka.
- Konie wypuszczone? - kiwnął głową w odpowiedzi. - A Topek i Louise?
- W boksach - dwa wyścigowce, które niedawno zakończyły swoją karierę, przybyły do nas z Cheltenham i teraz mieliśmy na głowie zajeżdżenie ich w stylu klasycznym i przygotowanie do skoków.
- Pomożesz mi później z Topciem? - ponownie pokiwał głową. Nie chciałam sama zajmować się tym koniem. Kasztan był bardzo silny i dosyć narwany, byłam wprost pewna że sama sobie z nim nie poradzę. A kiedy Connor będzie w pobliżu, całkiem możliwe, że ogier mnie jednak nie zabije. - To chodź tutaj- mruknęłam cicho i przesunęłam się na łóżku robiąc miejsce chłopakowi. Nie chciało mi się jeszcze podnosić z łóżka, a skoro reszta ogarnęła wszystkie poranne stajenne obowiązki, mogłam zostać w nim do późna (czytaj: 9:30). Oparłam głowę na ramieniu chłopaka i zasnęłam dosyć szybko. Obudziło mnie lekkie dźganie w policzek, równo pół godziny później. Spojrzałam na niego zaspanymi oczami i od razu podniosłam się z łóżka.
Wyszłam na dwór i niemalże od razu cofnęłam się z powrotem do domu. Było zdecydowanie za zimno. Jeszcze wczoraj temperatura nie spadała poniżej 5 stopni, a teraz na trawie dało się dostrzec szron. Westchnęłam i na gruby, czarny sweter jaki na sobie miałam założyłam zimową kurtkę, a na głowę włożyłam moją llama hat. Sztyblety zmieniłam na ciepłe oficerki, a zamiast zwykłych jeździeckich rękawiczek, do kieszeni schowałam polarowe z "uciętymi" palcami. Teraz, kiedy byłam gotowa na starcie z mrozem wyszłam na zewnątrz i skierowałam się do stajni ogierów. Kiedy weszłam do środka od razu usłyszałam rzucającego się po boksie Topka i Connora mruczącego pod nosem całe wiązanki. Podeszłam tam, po drodze zabierając marchewkę z worka leżącego obok kilku belek siana i zajrzałam do środka. Chłopak właśnie próbował wyczyścić kopyto kasztana, szarpiąc się z nim niemiłosiernie.
- Kurwa! - krzyknął nagle blondyn, odsuwając się do samej ściany boksu. Weszłam do środka i przytuliłam go mocno. Znałam go zbyt dobrze i byłam wprost pewna, że teraz złapie dołka. Po prostu zbyt szybko się poddawał i przestawał wierzyć w to że mu się uda.
- Przytrzymam go, a ty wyczyścisz mu te nogi, okay? - pokiwał głową, a ja odsunęłam się od niego i złapałam ogiera za niebiesko-biały halter, ciągnąc z całej siły w dół. Ogier, zdziwiony działaniem urządzenia, opuścił głowę, mimo wszystko nadal się ze mną szarpiąc. Kiedy próbował uciec na lewo, napierałam na linki z prawej. Takim sposobem po kilkunastu minutach użerania się koń miał czyste wszystkie cztery kopyta. Dalej poszło z górki, chociaż kasztan dostał parę razy palcatem w zad, kiedy próbował ugryźć któreś z nas. Przyczepiliśmy linki treningowe do jego haltera i wyprowadziłam go z boksu. Na początku szedł dosyć spokojnie, chociaż nieustannie rozglądał się ciekawy nowego otoczenia. Szybko jednak mu się to znudziło i kiedy Daniel przechodził obok nas postanowił... stanąć dęba. Szatyn odskoczył, wpadając na płotek oddzielający zewnętrzną ujeżdżalnię od reszty podwórka.
- Mam nadzieję, że to nie tego wyścigowca mi przydzieliłaś - mruknął zbierając się z białych sztachet.
W między czasie Connor złapał za liny i pociągnął konia mocno w dół, tak że opadł z powrotem na przednie nogi.
- Dan, przynieś nam ogłowie Topka, ma już swój własny wieszak w siodlarni - Connor spojrzał na mnie pytająco. - Bez wędzidła nie damy rady - wyjaśniłam. Mój przyjaciel szybko wrócił z czarnym ogłowiem Stubbena. Założyliśmy je na halter, a liny przepięliśmy do wędzidła. Dalej to Hollingsworth prowadził ogiera. Ja wolałam nie narażać swoich rączek gumi-żelków. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie zabrać go na halę, żeby się chłopak nie potrzebnie nie rozpraszał. Connor odpiął liny od ogłowia, podał mi je i wszedł na trybuny, zostawiając mnie samą na placu z dzikim ogierem. Westchnęłam cicho, zaciskając dłoń mocniej na jednej z lin. Kasztan stał wpatrując się we mnie, czekając tylko na mój ruch. Wzięłam mocny wdech i podeszłam do niego stanowczo, stając tuż przed nim. Kiedy się nie cofnał, tupnęłam i machnęłam liną, tak że upadła przed jego nogami. Postawił jeden krok do tyłu, strzygąc uszami.
- Pieprzony wyścigowiec - mruknęłam wchodząc na niego z rozpędu i nawet się nie zastanawiając nad swoim czynem, pacnęłam go z całej siły w klatkę piersiową, skórzaną końcówką liny. Ogier cały się spiął, próbował mnie ugryźć, a potem podwinął nogi i odskoczył ode mnie, jak oparzony, wyraźnie niezadowolony z faktu, że ktoś mu się stawia. Uderzyłam nią jeszcze kilka razy blisko jego nóg, nie próbując się cofnąć.
Najwyżej mnie zabije...
Topek natychmiastowo odskoczył od liny, wyraźnie nieprzyzwyczajony do takich wynalazków i ruszył galopem (kentrem) wzdłuż długiej ściany placu. Wpadł przy okazji na kilka przeszkód, zwyczajnie je taranując, ale nawet nie pomyślałam o zajmowaniu się teraz tym. Kilka razy pacnęłam liną jego zad, tak że płoszył się jeszcze bardziej. Nie zamierzałam mu teraz odpuścić. Chociaż kilka razy już próbował mnie taranować, skracając koło. W końcu po kilku minutach bezustannego machania moim narzędziem zbrodni, powoli zaczęłam zmniejszać nacisk. Koń stopniowo zwalniał aż w końcu przeszedł do kłusa. Przyjęłam bierną postawę. Rzuciłam linę, odwróciłam się do konia tyłem i opuściłam ramiona, wyraźnie się rozluźniając. Nie wiedziałam, co ogier teraz robił, ale byłam wprost pewna, że nie podchodzi do mnie. Odwróciłam się i ku mojemu zaskoczeniu Topek stał dwa kroki ode mnie. przyglądając mi się z podniesionymi uszami. Uśmiechnęłam się mimowolnie i wyciągnęłam rękę, z marchewką, którą wcześniej zabrałam ze stajni w stronę konia. Zjadł ją, chociaż nie był do końca pewien, czy może. Zrobiłam krok w jego stronę i pogłaskałam go po szyi. Skulił uszy, ale nie próbował mnie już ugryźć. Trzeba będzie jeszcze powtórzyć ten join-up, jednak nie poszło tak źle. Zaczęłam głaskać kasztana po całym ciele. Przy niektórych miejscach się buntował, tupał nogami, czy kulił uszy, kiedy dotykałam słabizny capnął w moją stronę zębami. Zdjęłam mu ogłowie i liny przypięłam już do haltera.
- Chodź, Connor. Weźmiemy go na pastwisko.
Chłopak wstał i po chwili oboje prowadziliśmy konia w stronę specjalnie wyznaczonego dla niego, dosyć małego pastwiska.Wiedzieliśmy że wcześniej nie był wypasany, dlatego zabezpieczyliśmy je na wszelkie sposoby. Ogrodzenie jako jedyne ze wszystkich było pod napięciem. Wypuściliśmy folbluta na pastwisko, zostawiając na nim halter. Na początku stanął jak wryty, a potem biegał w jedną i w drugą rozglądając się na wszystkie strony i rżąc.

Ocena: Wyszło nie najgorzej, spodziewałam się gorszych efektów.
Poprawki: Do poprawy jest wszystko, poczynając od jego charakteru, kończąc na sposobie zajeżdżenia (my ruszamy dosiadem - nie od łydki). Ale mamy na to jeszcze czas.

Trening | Last Night on Earth | Let's Kill Tonight

Koń: Last Night on Earth
Trener: Elvia Savange
Jeździec: Daniel Hussian
Typ: trening skokowy, kondycyjny
Czas i miejsce: poranek, ujeżdżalnia kryta
Opis:
Dan
- Jak tam w ojczyźnie? - zapytałem przyjaciela, kiedy ściągałem siodło z siwego konia.
- Zimno, pada, herbata jak zwykle niedobra, a herbatniki suche jak... na pewno nie jak ulice, one są mokre od ciągłego deszczu - powiedział i zabrał ode mnie siodło, żeby zanieść je do siodlarni.
Nie mogłem powstrzymać uśmiechu widząc małego, pokracznego Phila, próbującego z siodłem w rękach otworzyć drzwi do siodlarni. Na szczęście do stajni ogierów wchodził właśnie Troye, szkoda tylko że dał mu przez to drzwiami w twarz. Ale przynajmniej dostał się do pomieszczenia!
Zadowolony wyprowadziłem Resurrecta ze stajni i puściłem na pastwisko z innymi ogierami, a potem zabrałem Last Night on Earth od klaczek. Co prawda padało, ale nic nie było w stanie zniszczyć dziś mojego dobrego humoru. Wstawiłem klacz do boksu i poszedłem po jej sprzęt, a potem wcisnąłem Philowi miękką szczotkę.
- Po naszemu - powiedziałem prosto i chyba zrozumiał, że ma mi pomóc w tradycyjnym "wydrapaniu" konia z kurzu. Nie mówiliśmy nic. Nie wiem, czy dlatego że żadne z nas nie potrzebowało rozmowy, czy raczej przez to, że nie wiedzieliśmy od czego zacząć. W każdym razie cisza nie była z tych krępujących, kiedy to na siłę starasz się wymyślić jakiś temat. Spojrzałem na Phila. Wyglądał uroczo z mokrymi od deszczu włosami, w moim swetrze, cały zakurzony. Powoli przestawało padać i słońce zaczęło wdzierać się do stajni przez okno.
- Ustawisz mi szeregi treningowe? Takie... na wysokość klasy N w hali. Connor pokaże ci jak - powiedziałem cicho, czekając na jego odpowiedź. Spojrzał na mnie odrywając się od dokładnego czyszczenia sierści kasztanki i uśmiechnął się, kiwając głową, a potem podał mi szczotkę i wyszedł z boksu, kierując się w stronę wyjścia. Odprowadziłem go wzrokiem, a potem skierowałem się po sprzęt klaczki. Po chwili była już w swoim skokowym siodle, ogłowiu, napierśniku, ochraniaczach i białym czapraczku.
Wyprowadziłem ją ze stajni i wsiadłem a potem ruszyłem w stronę hali. Za mną pobiegły 3 psy, które znalazły się tam szybciej.
Elvia
Kiedy ochłonęłam już po spotkaniu z Cheltenham, a wszystkie wyścigowce stały w boksach i spokojnie żuły siano (może oprócz Dzieciaka, ten rzucał się po boksie, kopał w drzwiczki i za wszelką cenę próbował się z niego wydostać) zabrałam Effie ze sobą do boksu Let's Kill, sugerując jej, że ma za mnie tyrać przy czyszczeniu jej z błota, a sama poszłam po jej sprzęt. Kiedy wróciłam klaczka była już czysta. Otworzyłam szeroko usta w zdziwieniu.
- Wyścigi - Eff wzruszyła lekko ramionami i wzięła ode mnie ogłowie, żeby założyć je klaczce. Chwilę później byłyśmy już w drodze na halę.
Dan
Wjechałem do hali. Connor właśnie wychodził i pomachał mi na pożegnanie, a Phil usiadł na ziemi, przy przeszkodzie. Zrobiłem kilka kółek wokół przeszkód stępem, a kiedy zebrałem kasztankę i zacząłem kłusować, w hali pojawiły się Elvia na Let's Kill Tonight i Effie. Szatynka usiadła obok chłopaka na ziemi i zaczęła z nim o czymś cicho rozmawiać. Zbyt cicho, żebym cokolwiek usłyszał. Blondynka rozstępowała klaczkę, zrobiła kilka ustępowań i po chwili do mnie dołączyła. Ja zająłem się kołami i woltami, na wszystkie strony, a ona głównie wężykami i slalomem między pachołkami. Chwilę później przeszliśmy do pracy z drągami. Kilka przejazdów przez cavaletti z obu stron i konie były porządnie rozgrzane.
Elvia ruszyła kłusem na pierwszy, najniższy szereg składający się z trzech drągów, dosyć niskiej stacjonaty, miejsca na foule galopu i wyższej stacjonaty, mniej więcej na wysokość klasy P.
Elvia
Let's Kill jak na razie spisywała się doskonale. Ale to tylko cisza przed burza, byłam tego pewna. Ruszyłam na szereg. Klacz spokojnie przeszła drągi, przeskoczyła pierwszą stacjonatę, a drugą po prostu staranowała, po czym bryknęła kilka razy i ruszyła galopem wzdłuż długiej ściany ujeżdżalni. Wprowadziłam ją na koło, kiedy nie zatrzymała się od dosiadu, ani od już brutalniejszego szarpnięcia za wodze. Zmniejszałam je stopniowo i proporcjonalnie do tego jak siwka zwalniała, śmiech innych się natężał. No tak, nie ma to jak się śmiać z małej, biednej Elvii! Klacz zatrzymała się w końcu i parsknęła wyraźnie niezadowolona z tego faktu.
- Jak jesteście tacy mądrzy, to sami spróbujcie! - krzyknęłam do dwójki dżokei, którzy od razu się uspokoili, jako że o skokach pojęcie mieli takie jak ja o gotowaniu - żadne. - Teraz ty, Dan.
Dan
Poczekałem aż Phil poprawi przeszkodę i ruszyłam na szereg. Lastie nagle zaczęła być bardzo spięta. Nie było mowy o rozluźnieniu. Klacz szła jak po rozżarzonych węgielkach, stawiała drobne, twarde kroki, łeb zadarła da góry, zupełnie nie reagując na moje starania zadziałania czegoś wodzą. Zrobiłem woltę przed drągami starając się ją jakkolwiek rozluźnić. Niewiele to jednak dało, ale najechałem na szereg w nadziei, że podczas skoków chociaż trochę się rozluźni. Pierwszy skok był paskudny, drugi podobnie, bo klacz nawet nie próbowała baskilować. Łeb ciągle zadzierała do góry.
- Żucie z ręki, Dan. Ustawcie mu niższy szereg, po tym jak skoczę - usłyszałem głos Elvii i od razu zabrałem się do ćwiczenia.
Elvia
Ruszyłam kłusem na szereg. Tym razem dawałam klaczy zdecydowanie silniejsze pomoce niż poprzednio. Drągi oraz obie przeszkody tym razem pokonałyśmy bez większych niepowodzeń. Ruszyłam od razu na kolejny, wyższy szereg w między czasie zwalniając do kłusa. Ten składał się z 3 drągów dwóch stacjonat i jednego oksera. Przeszkody osiągały wysokość klasy C - z wyjątkiem pierwszej stacjonaty. Ta była niska, tak aby koń był w stanie przeskoczyć ją z kłusa. Let's Kill dragi przeszła z wielką gracją. Pierwszy i drugi skok wykonała idealnie. Przy trzecim trochę się zawachała, jednak dzięki palcatowi, którym wzmocniłam moją łydkę, ją także skoczyła. Po przeszkodzie strzeliła kilka baranków, jednak szybko ją uspokoiłam.
Dan
Kilka razy zrobiłem rzucie z ręki i jeździłem teraz na odrobinę luźniejszej wodzy, starając się dobrze i lekko zaganaszować klaczkę. Phil opuścił mi oba szeregi o kilka centymetrów w dół. Najechałem na pierwszy z nich. Poszło idealnie. Klacz pięknie przeskoczyła obie przeszkody. Zwolniłem do kłusa i najechałem na kolejny, gdzie również miło się zaskoczyłem. Co prawda zrzuciliśmy belkę w okserze, jednak mimo wszystko poszło o wiele lepiej od poprzedniego przejazdu. Teraz Phil ustawił mi 4 przeszkody, takie jak Last Night on Earth skacze na zawodach. Stacjonatę, okser, triplebar i szereg złożony ze stacjonaty i oksera. Ruszyłem. Wolta w galopie, najazd, piękny skok, klacz machnęła głową i ruszyła dalej, mocno wybijając się przy okserze. Pokonała go dzielnie i z wielką gracją skierowała się w stronę triplebaru. Nie musiałem jej wiele pomagać. Jedynie dobrze wyprowadzałem ją na przeszkody, resztę robiła za mnie. Ostatni szereg pokonała najlepiej ze wszystkich dotychczasowych. Poklepałem ją po szyi i dołączyłem do Elvii, która już rozkłusowywała swoją siwkę.

Ocena: Last Night spisała się nie najgorzej. początek treningu był ciężki jednak szybko wszystko udało się naprawić.
Let's Kill Tonight jak zwykle musiała dołożyć swoje trzy grosze do mojego idealnego treningu. Mimo to większość przebiegła bezproblemowo. Może oprócz pierwszego szeregu...
Poprawki: Last Night on Earth: więcej ćwiczeń rozluźniających
Let's Kill Tonight: ćwiczenia z ziemi na posłuszeństwo

Trening | Resurrected Sun

Koń: Resurrected Sun
Trener: Connor Hollingsworth
Jeździec: Daniel Hussian
Typ: skokowy, ćwiczenia
Czas i miejsce: poranek, ujeżdżalnia zewnętrzna
Opis: Obudzony przez budzik Troye'a z którego on i tak nigdy nie korzystał, zwlokłem się z łóżka. Kiedyś Phil zawsze mnie budził. Ugh, to głupie że po 3 miesiącach nadal czuję się okropnie. I nie chodzi tu o Troye'a w moim pokoju, on jest świetny ale... Phil za oceanem. To boli, przecież był obok mnie w zasadzie od... zawsze. Zanim go poznałem byłem tak samo przygaszony jak teraz.
Ubrałem się w czarne bryczesy i bluzę z kapturem tego samego koloru (cóż za różnorodność i styl), a potem skierowałem się do łazienki. Nie chciało mi się prostować włosów i tak nikt ważny mnie dziś nie zobaczy, więc umyłem tylko twarz i zęby, zszedłem na dół, spojrzałem na rozpiskę i skierowałem się do biura, zając się papierkową robotą.
Wyszedłem do stajni, godzinę później, nie zapominając o założeniu kaloszków, prezentując wszystkim swoją hobbit hair. Skierowałem się do stajni ogierów, gdzie Connor pogwizdując zamiatał podłogę.
- Hejka - uśmiechnąłem się do niego, przez co wylazły mi te straszne dołeczki. Nauczyłem się, że nie warto pokazywać swoje samopoczucie, bo przelewam to na moich przyjaciół. A kiedy oni są smutni, jest ze mną jeszcze gorzej. - Resurrect może wyjść? - zapytałem, zanim ten się zdążył odezwać.
- Może, zjadł pół godziny temu. Tylko daj mu trochę siana przed osiodłaniem! - krzyknął za mną kiedy już zniknąłem w boksie Siwego. Pogładziłem go po pysku, a potem obejrzałem obtarcie, które pojawiło się u niego już jakiś czas temu i teraz było zarośnięte, jednak nadal bałem się, że znów się otworzy. Na szczęście było w dobrym stanie więc wyszedłem z boksu i skierowałem się po sprzęt. Skrzynka ze szczotkami, siodło, czaprak, misiek, ochraniacze, ogłowie i wytok. Nie wiem w jaki sposób udało mi się zabrać to wszystko na raz, ale o mało się nie zabiłem przy boksie Happinessa i potem powtórzyłem to przy Crooked Younga i kiedy starałem się nie zabić w dalszej drodze do mojego konia, usłyszałem pisk Elvii i... Effie? Otworzyłem szeroko oczy, rzuciłem wszystko na korytarz, przeskoczyłem to i wybiegłem ze stajni, patrząc w stronę naszej bramy. Wszyscy z Cheltenham byli u nas. Effie, William, Kyle, nawet amatorzy. Tylko gdzie jest Phil? Zmarszczyłem brwi gotowy wrócić ze zrezygnowaniem do stajni i już nawet miałem to zrobić, ale jednak, gdzieś między nowymi twarzami amatorów błysła ta czarna czupryna i po chwili wyłonił się zza przyczepy, prowadząc Moon Childa. Uśmiechnąłem się i pomachałem mu kiedy ten na mnie spojrzał. Nie odmachał mi. Szarpał się z ogierem, któremu wyraźnie nie podobał się kolec. Jednak wiedziałem że to zauważył. Wróciłem więc do stajni, rozpromieniony i zająłem się przygotowaniem Resurrecta do treningu.
Wyczyściłem siwka w boksie, a potem dałem mu trochę siana i osiodłałem go. Teraz nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Wiedziałem, że zostaną u nas pewnie do końca tygodnia. Cały tydzień z Philem, będę szczęśliwy kolejne pół roku. Chwilę po tym jak zapiąłem skośnik na pysku Resurrecta do jego boksu podszedł Connor.
- Przemknij się szybko na zewnętrzną ujeżdżalnie, bo zrobiło się zamieszanie - powiedział i nie czekając na moją odpowiedź wyszedł ze stajni, zapewne przygotować drągi na trening. Wyprowadziłem ogiera ze stajni i od razu skierowałem się z nim w stronę ujeżdżalni, po drodze widząc jak tym razem wszyscy starają się złapać Bohatera. Zaśmiałem się cicho. Resurrect teoretycznie też powinien być narwany. A jednak w porównaniu do tamtych koni jest zupełnym trupem.
Poklepałem siwka po szyi i wdrapałem się pokracznie na moje skokowe siodło, a potem ruszyłem żwawym stępem po pierwszym śladzie ujeżdżalni, patrząc na Elvię i Effie, którym właśnie udało się złapać Bohatera i Phila, który wyprowadzał Czarną Herbatkę z przyczepy. Klacz poderwała głowę do góry, jakby bardzo zainteresowana nowym otoczeniem, przez co niemalże podniosła chłopaka na uwiązie. Bycie niskim musi być straszne. William właśnie "bił się" z Wojownikiem, który był wyraźnie nie zadowolony z faktu, że musi wchodzić do jakiejś stajni, przecież na dworze jest tak przyjemnie! Wróciłem wzrokiem do Philipa, który teraz mi ładnie pomachał i wyszczerzył się wyraźnie szczęśliwy z powrotu do starych śmieci. Chciałem mu odmachać, ale Resurrect mnie pociągnął i wylądowałem na jego szyi.
- Daniel, skup się! - krzyknął do mnie Connor ustawiający właśnie prosty szereg gimnastyczny. - Możesz już kłusować.
Dzisiaj to on zajął się moim treningiem ze względu na gości. Elvia nie była w stanie mi go poprowadzić, więc zrzuciła to na biednego Hollingswortha, który wyraźnie nie był z tego zadowolony.
Od razu ruszyłem żwawym, aczkolwiek rytmicznym kłusem anglezowanym, zbierając powoli ogiera. W co drugim narożniku robiłem woltę, a potem zmieniałem kierunek i to samo. Powtórzyłem to ćwiczenie dwa razy i zabrałem się za serpentyny po dwie na prawo i dwie na lewo. Następnie zwolniłem do stępa i zrobiłem ustępowanie od łydki na obie strony. Po tym ćwiczeniu uznałem, że koń jest wystarczająco rozgrzany. Connor nie mówił nic, od samego początku treningu, więc zagalopowałem na lewo i wtedy...
- Hej Dan! - odwróciłem się w stronę tak dobrze znanego mi głosu i zobaczyłem Phila w moim swetrze, siedzącego na ogrodzeniu ujeżdżalni z wielkim uśmiechem na twarzy. Zawróciłem gwałtownie, przez co Resurrect prawie się wypieprzył, ale to nie było teraz ważne. Zatrzymałem go tak, że Phil mógł spokojnie przerzucić przez niego nogi i wychyliłem się, żeby przytulić przyjaciela, niemalże spadając i ciągnąc go przy tym za sobą. Ale on mimo mojego idiotycznego zachowania się śmiał. Widziałem że był teraz szczęśliwy.
- Daniel! - krzyk Connora przerwał nam tak radosną chwilę. - Szereg, za 3 sekundy.
Phil tylko popchnął mnie z powrotem na konia, a ja ruszyłem kłusem na przeszkodę. 3 drągi, za którymi znajdował się niski krzyżak przejechałem bez problemu z obu stron. Connor podwyższył krzyżak i dostawił stacjonatę. Tym razem Resurrect musiał skupić się odrobinę bardziej. Drągi przeszedł idealnie, pierwszy skok również, jednak wyłamał przy stacjonacie, chociaż była zdecydowanie poniżej jego normalnych przeszkód, i przeciągnął mnie galopem spory kawałek ujeżdżalni, wyrywając mi przy tym wodze, a potem bryknął kilka razy, niezmiernie zadowolony ze swojego czynu.
- Skupienie, Dan! Zabrakło skupienia. Za mało łydki, jeszcze raz - krzyknął do mnie Hollinghsworth, kiedy użerałem się z ponownym pozbieraniem folbluta. Najechałem na szereg ponownie. Tym razem Resurrect całkiem mnie olał i obie przeszkody "wziął na klatę", a na koniec odskoczył o niemalże kąt prosty, wyrzucił tylne nogi i zadębował, skutecznie pozbywając się mnie z siodła. Siedziałem na piasku, słuchając słodkiego śmiechu Phila, który mieszał się niestety z oddalonymi śmiechami Effie, Kyle'a i kogoś mi całkiem nieznanego, zapewne nowej amatorki.
- Oh, nie mogę się doczekać, aż dostanę od ciebie swoją flaszkę - powiedział Connor z szerokim uśmiechem na ustach, kiedy pomagał mi wstać. Teraz najwyraźniej perspektywa dalszego treningu ze mną nie przeszkadzała mu tak bardzo. - Żadnych strat?
- Nie licząc szacunku w oczach nowych amatorów? Nie, żadnych! - zażartowałem i zabrałem wodze od trenera, żeby chwilę później znaleźć się na koniu. Mężczyzna ustawił dodatkowe drągi uniemożliwiające ucieczkę Resurrectowi. Ruszyłem ponownie kłusem na szereg. Tym razem ogier jedynie poszarpał wodzami, ale pokonał go. W drugą stronę poszło mu lepiej. W końcu się uspokoił. Connor podwyższył szereg. Ogier tym razem włożył całe swoje zaangażowanie w pokonanie ćwiczenia, skoki wykonał dobrze technicznie. Poklepałem go po szyi i zrobiłem koło w galopie, kiedy Hollinghsworth dostawiał okser na końcu szeregu. Zwolniłem do kłusa i najechałem. Drągi i koperta - idealnie, foule galopu, bardzo dobry skok przez stacjonatę, kolejna foule i jeszcze lepszy przez okser.W drugą stronę wyłamaliśmy na okserze, więc powtórzyliśmy ćwiczenie.
- Koniec! - krzyknął wyraźnie szczęśliwy Connor. - Rozkłusuj i do stajni.
Przekłusowałem jeszcze po dwa okrążenia w każdą stronę i rozstępowałem ogiera, a potem zaprowadziłem go do stajni w towarzystwie Phila.

Ocena: Ogier spisał się nieźle, chociaż na początku się buntował. Ogólnie trening przeszedł dobrze,
Poprawki: Więcej pracy z ziemi, aby wyeliminować ryzyko buntu na zawodach.